Wolne Forum Gdańsk Strona Główna Wolne Forum Gdańsk
Forum miłośników Gdańska i Pomorza

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Gerd z kindertransportu
Autor Wiadomość
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-13, 08:40   Gerd z kindertransportu

Gerd z kindertransportu
Cytat:
W 1939 roku sto trzynaście rodzin z Wolnego Miasta Gdańska wyprawiło swoje dzieci w nieznane

Maj 2008. Kartonik z nazwiskiem
Proponuje herbatę, angielską ze śmietanką. Sypie ciasteczka na talerz. W drodze z kuchni do salonu łapie w szybie swoje odbicie. Widzi zgarbionego mężczyznę w swetrze, z ciężkimi policzkami i łagodnym uśmiechem.
Zauważam, że mówi po angielsku z niemieckim akcentem. Kładzie dłoń na szarej kopercie i głaszcze ją bezwiednie.
Siada w fotelu w swoim londyńskim mieszkaniu i kiwa głową na znak, że możemy zaczynać. Włączam dyktafon.
Karl Roome ostrożnie wyjmuje z koperty przybrudzony kartonik ze śladem po agrafce. Jest na nim nazwisko Ruhm.

Maj 1939. Malutki Żyd upada na ziemię
Walizka jest mała, tekturowa. Pod wieczór 2 maja 1939 r. matka Gerda wkłada do niej koszulę, majtki na zmianę i parę skarpet. Pod ubrania wsuwa jego świadectwo konfirmacji z wizerunkiem kościoła św. Katarzyny w Gdańsku i list do nieznajomych ludzi. Potem klęka z synem przed łóżkiem i modlą się o udaną podróż.
Trzeciego maja, z samego rana, całuje w kuchni swoje najmłodsze, rozpieszczone dziecko i wysyła je na miejsce zbiórki.
Odprowadza go ojciec. Walizkę syna kładzie na środku placu, obok siedemdziesięciu czterech podobnych dziecięcych bagaży. Urzędnicy gestapo grzebią w każdej. Szukają ukrytych żydowskich skarbów. Dzieciom i rodzicom każą stanąć po przeciwnych stronach placu. Nie wolno im już podchodzić do siebie.
Niski, ubrany na czarno brodaty mężczyzna, zawodzi głośno za swoim synem. "Jaki malutki Żyd" - myśli o nim Gerd. Widzi ojca w tłumie. Machają sobie z daleka.
Podjeżdżają trzy autobusy.
- Karl Gerhardt Ruhm, lat piętnaście! - urzędnik wywołuje Gerda z listy dzieci przeznaczonych do kindertransportu. Przypina mu agrafką do piersi kartonik z nazwiskiem. Chłopiec wsiada do środka.
Pierwszy transport siedemdziesięcioro pięcioro żydowskich dzieci opuszcza na zawsze Wolne Miasto Gdańsk.
Gerd widzi zza szyby, jak "malutki Żyd" wyrywa się z tłumu, biegnie za autobusem i płacząc, wywołuje imię syna. Dziecko wychyla się z okna, ojciec w biegu całuje jego dłonie. Za zakrętem pojazdy przyspieszają, czarno ubrany mężczyzna upada na ziemię.
[Karl Roome płacze. Prosi, żebym na chwilę wyłączyła dyktafon.]

Maj 1939. Mały cud na Hauptbanhof Berlin
Trzeciego maja wieczorem są już w Berlinie.
Towarzyszy im dwóch dorosłych - dyrektor gdańskiej szkoły żydowskiej dr Echt, który ma ich odwieźć do Londynu, i gestapowiec w pumpach, który ma ich pilnować do granic Rzeszy.
Urzędnik na stacji Berlin Hauptbanhof kontrolujący kindertransport z Gdańska jest zły, bo jeden z chłopców wybił łokciem szybę na korytarzu wagonu. Przepisy nie pozwalają na wypuszczenie dalej uszkodzonego pociągu.
- Macie zapłacić za szybę albo koniec podróży - oświadcza.
- Nikt nie ma przy sobie pieniędzy, nie pozwolono nam zabrać - tłumaczy mu pan Echt.
[Karl mówi, że teraz nastąpi cud, choć on sam w jakiegokolwiek Boga już od dawna nie wierzy]
Na peron wchodzi przebojowa lekarka, dr Schimmel z Berlina. Przyjaciółka matki Gerda, zawiadomiona przez nią o podróży syna, postanowiła pomachać mu na pożegnanie. Przebiła się przez kordon żołnierzy, którzy nie dopuszczali nikogo do kindertransportu. Ma przy sobie pieniądze, płaci za stłuczoną szybę.
Kolejarz znajduje im wagon trzeciej klasy, z drewnianymi ławkami, bez toalet i wody, doczepiony do pociągu jadącego w kierunku Holandii. Zamykają ich na kłódkę, ktoś wiesza na drzwiach kartkę "Achtung, Juden".

Maj 2008. Dzień, w którym kopnął mnie wujek
- Moja matka, Elsbet Ruhm była Niemką - mówi Karl Roome - prostą i dobrą kobietą, gorliwą luteranką z mazurskiej wsi. Jej ojciec był organistą i nauczycielem. Zapił się na śmierć. Mój ojciec, Georg Ruhm, był Żydem. Jego rodzina osiadła na początku XIX w. w Neuteich (Nowym Stawie), małym miasteczku na Żuławach, które po I wojnie światowej wcielono w obszar Wolnego Miasta Gdańska.
Ruhmowie pierwszej połowy XX wieku czuli się Niemcami. Georg, student prawa w Monachium, mówił i myślał po niemiecku, był ateistą (nigdy nie był w synagodze, ale też nie chodził do kościoła), walczył za Niemcy w czasie wojny światowej. W bitwie pod Tannenbergiem zdobył Żelazny Krzyż za męstwo na polu walki. W 1850 r. jego dziadek założył w Neuteich bank. Georg objął go po zakończeniu studiów. Zakochał się w Elsbet, gdy była na pensji w Królewcu. Ona zdecydowała, że po ślubie będzie chrzcić i wychowywać ich dzieci w duchu protestanckim.
Prowadzili w mieście dom otwarty, gościli najznakomitszych mieszkańców Neuteich. Miejscowy nauczyciel muzyki, skrzypek, grywał Mozarta w duecie z babcią Ruhm, pianistką, a jesienią puszczał z Gerdem latawce.
- Kiedy pan się dowiedział o tym, że jest Żydem? - pytam.
- Och, w dniu gdy kopnął mnie wujek. Przyjaciel ojca, jego żona była moją matką chrzestną - odpowiada.
Miał dziesięć lat. Był rok 1934. Wybory do Volkstagu V kadencji (parlamentu) z poprzedniego roku nie dały nazistom w Gdańsku jeszcze pełni władzy w mieście (nastąpi to dopiero w 1938 r. po całkowitym zduszeniu opozycji). Ale zaczynali powoli dyskryminować Żydów. Zwalniali ich z pracy, nie pozwalali wchodzić do niektórych sklepów i siadać na wybranych ławkach w parku. Żydowskie dzieci i nauczycieli relegowali ze szkół.
- Tego dnia brata i mnie pobili koledzy ze szkoły - mówi. - Wyzwali na pauzie od Żydów, któryś podbił mi oko. Nie rozumiałem, o co im chodzi. Jacy Żydzi? Przecież byliśmy chrześcijanami! Wujek i ciocia mieszkali najbliżej szkoły, niemal codziennie wpadałem do nich na mleko i kawałek ciasta. Poszedłem tam, płakałem pod drzwiami. Wujek otworzył, zawahał się jakby chciał mnie wpuścić do środka, ale tylko wrzasnął: "Nie przychodź tu więcej, ty Żydzie!", i kopnął mnie. Spadłem ze schodków.
Wieczorem rodzice wezwali do salonu Gerda, jego brata i dwie siostry.
Ojciec powiedział: - Jestem Żydem. Mama jest Niemką.
Matka dodała: - Macie być dumni ze swojej rodziny i jej przeszłości. Nie wolno wam zapomnieć o pochodzeniu, to wasze dziedzictwo.
(Jakiś czas potem dowiedzieli się z plotek, że wujka odwiedzili wcześniej mężczyźni w brunatnych koszulach. Ktoś widział, jak klęczał przed nimi i obejmując cholewki ich wysokich butów, obiecywał, że w następnych wyborach na pewno zagłosuje na NSDAP).
Jeszcze tego samego roku bank rodziny Ruhm zbankrutował wskutek rozporządzenia władz Wolnego Miasta Gdańska (nowe przepisy doprowadziły do upadku większość banków z udziałem kapitału żydowskiego). Coraz mniej gości odwiedzało gościnny dom Ruhmów. Nauczyciel muzyki zakazał Gerdowi kłaniać się sobie na ulicy.
Georg, utalentowany księgowy, znalazł pracę i mieszkanie dla żony i dzieci w Gdańsku. Przeprowadzili się.

Maj 2008. Jak rozpoznać Żyda
- Moje nowe gimnazjum mieściło się w Gdańsku na Weidegasse (ul. Łąkowej) - wspomina. - Na początku lubiłem tę szkołę.
Nie pamięta, kto pierwszy rzucił w niego na przerwie kamieniem, nie może sobie przypomnieć, kiedy nauczyciel, na podstawie jego wyglądu, uczył dzieci, jak rozpoznać Żyda.
- Ruhm! Do tablicy! - wołał profesor. W ręku trzymał wskaźnik do mapy. - Drogie dzieci, niech was nie zwiedzie jego wygląd. Gerd to Żyd! Spójrzcie na ułożenie jego uszu, kształt czaszki, nos. Po tym poznacie, kto nie jest prawdziwym człowiekiem.
Karl Roome wyciąga z koperty małą fotografię. Jest na niej z bratem. Gerd na zdjęciu to nieco pulchny blondyn, podobny do mamy. Ale brat Gerda, śniady, smagły, o pociągłej twarzy, podobny do ojca, jest w typie semickim.
- W 1938 r. mama dostała anonim: "Jeśli jeszcze raz puścisz do szkoły swoich chrzczonych Żydów, zabierzesz ich części w chustce do nosa". Powiedziała, że do tej szkoły więcej nie pójdziemy.
Elsbet Ruhm postanowiła: - Musimy stąd wyjechać, jak najprędzej.
- Matka czuła, że stanie się coś złego - wspomina Karl Roome - nie z powodu polityki, bo na tej się nie znała, tylko dlatego, że diabeł był blisko. Wierzyła, że Hitler to sam Szatan. Pamiętam noce, gdy słyszałem ze swojego łóżka, jak moi rodzice się kłócą. Mama błagała tatę, żebyśmy emigrowali, ale on śmiał się z jej obaw. Był nieprzejednanym optymistą, który do końca uważał, że wojny nie będzie. Ale uległ mamie i we wrześniu 1938 r. wysłał ją do znajomych w Anglii. Miała tam zostać i nas ściągnąć. Niestety, wróciła wkrótce, bo podpisano układ monachijski, w którym rzucono Niemcom na żer kawałek Czechosłowacji, i Europa oszalała ze szczęścia, że wojny na pewno nie będzie.
W drodze powrotnej Elsbet jechała w przedziale pociągu z młodym Brytyjczykiem, który czytał dziennik "Voelkischer Beobachter". Zwróciła mu uwagę, że to propagandowa gazeta nazistowska i nie powinien jej czytać. Mężczyzna odłożył dziennik, przeprosił i przedstawił się. Był dyrektorem misji kwakrów w Berlinie, którzy od zakończenia pierwszej wojny nieśli pomoc charytatywną ubogim Niemcom.

Maj 2008. Gerd na liście
- Pod koniec 1938 r., po wydarzeniach nocy kryształowej, emigrowali już niemal wszyscy Żydzi z Gdańska - mówi Karl Roome. - Moje dwie siostry były już wtedy za granicą, pracowały we Francji i Wielkiej Brytanii jako opiekunki do dzieci. Bratu rodzice wykupili wizę studencką w londyńskiej szkole językowej, wyjechał po Bożym Narodzeniu. Zostałem sam z rodzicami.
W tym czasie Elsbet i Georg rzadko już wychodzili z domu. Na niego pluli przechodnie za żydowski wygląd, ona nie wychodząc na ulicę, protestowała przeciwko prześladowaniom Żydów. Do dnia wyjazdu łącznikiem rodziny ze światem stał się Gerd. Przynosił zakupy, chodził na pocztę, kontaktował się z bliskimi.
- Wiosną mama napisała list do kwakra poznanego w pociągu, czy mógłby pomóc uratować jej dziecko przed nazistami. Mężczyzna z pociągu odpisał. Od kilku miesięcy pomagał w organizowaniu transportów żydowskich dzieci z terenu III Rzeszy do Wielkiej Brytanii. Wiedział, że władze gdańskiej gminy żydowskiej też się starają o kindertransporty dla dzieci z Gdańska. Zostałem wpisany do grupy pierwszego transportu z Gdańska. Wiem, że w sumie z Gdańska wyjechało czterema transportami sto trzynaścioro dzieci.
Kiedy Gerd dowiedział się, że wyjedzie do Anglii, płakał z żalu. Elsbet pocieszyła go, że wkrótce do niego dołączy z ojcem i zaczęła przygotowania syna do konfirmacji. Zaprzyjaźniony proboszcz parafii św. Katarzyny w Gdańsku zgodził się udzielić mu jej kilka dni przed wyjazdem, choć zwykle luteranie konfirmują dzieci na Wielkanoc.
Karl Roome sięga do koperty. Wyciąga duży karton złożony na pół. Kolory spłowiały, wizerunek kościoła jest rozmyty, ale litery wciąż można odczytać. Z pisma wynika, że jest to świadectwo konfirmacji Karla Gerhadta Ruhma, które mama wsunęła 69 lat temu do walizki.
Znów coś wyciąga z koperty. Karta pokładowa z promu "Prague" - rejs z portu Dienst Hoek van Holland do Harwich w Wielkiej Brytanii.
Data rejsu - 4 maja 1939 r., kabina w klasie pierwszej.
 
 
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-13, 08:46   

Cytat:
Maj 1939. Słońce wschodzi nad Holandią
Czwartego maja, wcześnie rano, pociąg z doczepionym w Berlinie wagonem trzeciej klasy przejeżdża granicę niemiecko-holenderską i zatrzymuje się na stacji Oldenzaal. Rumiana kobieta rozdaje dzieciom w wagonie bułeczki i nalewa do kubków mleko.
Po godzinie pociąg rusza do Rotterdamu. Gestapowiec wysiadł, III Rzesza została za nimi, rodzice wkrótce dołączą. Któreś dziecko zaczyna śpiewać piosenkę, inne wyciąga skrzypce.
W Rotterdamie gdańską grupę kindertransportu prowadzi ulicami holenderski policjant. Odprowadza ich do żydowskiego sierocińca, gdzie zasiadają do obiadu.
- Karl Gerhardt Ruhm, ty jesteś najstarszy, odmówisz przed jedzeniem modlitwę - pan Echt prosi Gerda.
- Nie mogę, nie znam żydowskich modlitw - odpowiada.
Autobusami dojeżdżają do pobliskiej miejscowości Hoek van Holland, skąd odpłyną promem do Harwich. Stamtąd pociąg ma ich zawieźć do Londynu, na stację Liverpool. Statek nazywa się "Prague". Gdańscy uchodźcy spędzą noc w luksusowych kabinach klasy pierwszej. Pierwszy raz od 36 godzin Karl Gerhardt Ruhm, pół-Żyd, zdejmuje ubranie, kładzie się w czystej pościeli i zasypia z biletem w kieszeni.

Maj 1939. To jeszcze nie koniec podróży
Piątego maja stoją zbici w grupę przed wejściem głównym Liverpool Station w Londynie. Otoczyli ich dziennikarze, fotografowie. Kamerzysta BBC ujmuje Gerda, jak nieco przestraszony trzyma w ręku swoją walizkę.
Zastępczy rodzice odbierają ich kolejno od pana Echta. Większość dzieci trafi do zwykłych, przyzwoitych rodzin. Ale wielu opiekunów ma wobec nich inne zamiary.
Gerd widzi, jak nastolatka z warkoczami wita się z sympatyczną gospodynią domową i jej mężem (przez całą wojnę będzie u nich służącą). Silny chłopiec idzie już na pociąg z farmerem z zachodniej Anglii (najbliższe lata spędzi na pracy w polu i oborze).
Szczupłego chłopca zabiera dziarski nauczyciel z Kornwalii (chłopcem jest dziewięcioletni Erich Behrent, opiekun będzie go molestował seksualnie przez dwa lata, dopóki dziecko nie powie wszystkiego policji). Powszechną zazdrość budzi mała dziewczynka, po którą przyjechał ortodoksyjny rabin, przykładny mąż i ojciec wielodzietnej rodziny (przez najbliższe lata każdego wieczoru będzie odwiedzał dziewczynkę w jej łóżku). Ci, po których nikt nie przyjechał, trafią do sierocińca. Starsi chłopcy, po uzyskaniu pełnoletności, wstąpią do brytyjskiej armii i będą walczyć w wojnie z Niemcami.
Gerda z dworca odbiera brat, który rzucił szkołę i zaczął pracę w fabryce. Spędzają dzień u dawnych znajomych rodziców.
Szóstego maja Gerd wsiada do pociągu i jedzie do Nelson, pod Manchesterem, gdzie mieszka rodzina Hatchów. Pan Hatch jest nauczycielem geografii, mieszka z żoną i rozwiedzioną córką. Chciał przyjąć pod dach piętnastolatka, bo rok wcześniej zmarł na błonicę jego wnuczek w tym wieku i pozostały po nim ubrania i książki. Wolał chrześcijanina, bo sam był praktykującym metodystą.
Wieczorem Gerd klęka przed swoim nowym łóżkiem i dziękuje Bogu. Wydaje się, że jego podróż się zakończyła. Nie wie, że za niecały rok opuści rodzinę Hatchów, bo jego opiekun straci zmysły i będzie mu się wydawało, że Niemcy atakują Anglię dlatego, że on przechowuje w swoim domu żydowskie dziecko. Gerd pójdzie do pracy w fabryce w Londynie, po wojnie wstąpi z bratem do armii amerykańskiej i wyjedzie do Niemiec jako tłumacz "skopać tyłki nazistom". Nie wie też, że nie będzie jednak umiał ich nienawidzić, a jedynym uczuciem, jakie będzie mu tam towarzyszyło, będzie smutek i żal.
Dorosły Gerd osiądzie w Londynie. Zmieni nazwisko na angielsko brzmiące Roome, zostanie księgowym w fabryce mikrofilmów, potem jej dyrektorem. Ożeni się z Żydówką z Wiednia, będą mieli dwie córki.
Tego wieczoru jednak piętnastoletni Karl Gerhardt Ruhm klęczy przed łóżkiem zmarłego rok wcześniej chłopca, modli się za szybki przyjazd rodziców do Anglii i postanawia jak najszybciej nauczyć się języka angielskiego, żeby już nigdy więcej nie mówić po niemiecku.

Maj 2008. Elsbet się nie udało
Gdzieś na piętrze domu bije zegar.
- Mój ojciec przyjechał do Wielkiej Brytanii 26 sierpnia 1939 r. Posiadał wizę wielokrotnego przejazdu po Europie, z czasów gdy był jeszcze bankierem. Skrupulatni Niemcy nie widzieli powodu, żeby jej nie honorować - mówi Karl Roome. - Od razu zaczął starania o wizę dla mamy.
- Dlaczego nie wziął pana do siebie? - pytam.
- Nie mógł. Mieszkał gdzieś kątem, pracował w fabryce, nie miał pieniędzy, nie wolno mu było podróżować po kraju. Brytyjczycy po wybuchu wojny traktowali go jako podejrzanego. Większość mężczyzn mówiących po niemiecku tak traktowali, w tym Żydów, którzy przed Niemcami uciekli - odpowiada. - Z ojcem zobaczyłem się dopiero po czterech latach. Pod koniec życia stał się ortodoksyjnym Żydem i nauczył się hebrajskiego, zmarł w USA pod koniec lat 80.
- A Elsbet? - pytam.
Nie, kiwa przecząco głową, jej się nie udało.
- Jakby całą tragedię, która mogłaby nas spotkać, gdybyśmy tam zostali, wzięła na siebie - dodaje.
Georg Ruhm zdobył wizę dla żony już 3 września. Niestety, tego samego dnia Wielka Brytania przystąpiła do wojny z Niemcami i dokument utracił ważność.
Elsbet próbowała przedostać się do Anglii przez Włochy. Naziści cofnęli ją z granicy. Była żoną Żyda, a więc Żydówką. Postawili jej jednak warunek: gdyby rozwiodła się z mężem, będzie znów traktowana jak Niemka. Odmówiła stanowczo.
Do matki przyjechała jedna z córek, której udało się przedostać przez granicę. Kilka miesięcy później Elsbet zachorowała na raka piersi. Żydów i ich bliskich nie przyjmowano do szpitala. Poszła na operację pod zmienionym nazwiskiem, w czym pomogli jej przyjaciele. Odjęto jej pierś. Dzień po operacji ktoś w szpitalu ją rozpoznał. Elsbet wyrzucono ze szpitala na ulicę ze świeżą raną, bez środków przeciwbólowych. Jednocześnie odebrano jej mieszkanie. Matka z córką trafiły do gdańskiego getta na Mausegasse, gdzie Elsbet umierała powoli.
Spłonęła żywcem podczas pożaru budynku w 1945 r., gdy wojska radzieckie i niemieckie walczyły o Gdańsk. Siostra Gerda słyszała krzyk matki.

Gerd kiwa głową na znak, że mogę już wyłączyć dyktafon.

Źródło: Magdalena Grzebałkowska, Gazeta Wyborcza
 
 
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-13, 10:42   

Zapomniałem o obrazkach do tematu.

z5797362X.jpg
Gablota z muzeum kindertransportów na dworcu Liverpool Street Station w Londynie. W środku rzeczy, które dzieci z transportu zabrały ze sobą z Gdańska
Plik ściągnięto 18117 raz(y) 51,01 KB

z5797364X.jpg
Bohater artykułu Karl Gerhardt Ruhm - Roome
Plik ściągnięto 18117 raz(y) 46,63 KB

Ostatnio zmieniony przez villaoliva 2008-10-14, 13:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-13, 10:46   

Kindertransporty
Cytat:
W Gdańsku na początku lat 30. żyło ok. 30 tys. Żydów.

Po nocy kryształowej w listopadzie 1938 r., w czasie której spłonęła doszczętnie synagoga w Sopocie i z trudem uratowano synagogę w Gdańsku, władze gminy żydowskiej w Gdańsku zrozumiały, że trzeba się spieszyć. Wystawiły na sprzedaż największe żydowskie świętości w mieście - budynek Wielkiej Synagogi w Gdańsku, synagogę we Wrzeszczu oraz cmentarze, żeby zdobyć środki na emigrację najuboższych. Naziści nie przeszkadzali emigrantom w wyjeździe, wręcz przeciwnie - władze Senatu WMG pomagały zdobyć wizy dla wyjeżdżających. Z czasem coraz trudniej było emigrować. USA zablokowało przyjazdy, inne kraje zwlekały z wydaniem wiz. Problem dotyczył Żydów z terenu całej Rzeszy i WMG. Żydowskie organizacje postanowiły: - Ratujmy chociaż dzieci.

Pomocy odmówiły wszystkie kraje świata. Jedynie Wielka Brytania zdecydowała się przyjąć około 10 tys. dzieci. Ernst Berent, przewodniczący gminy żydowskiej z Gdańska, który wyemigrował z rodziną do Londynu na początku 1939 r., postanowił ratować także żydowskie dzieci z rodzinnego miasta. Wspomagał go Kurt Itzig, jego następca w gminie.

Bardzo trudno było przekonać Brytyjczyków, że w rzekomo neutralnym mieście pozostającym pod protektoratem Ligi Narodów Żydzi są tak samo prześladowani jak w Rzeszy. W marcu 1939 r. Anglicy wreszcie zgodzili się na przyjazd, ale tylko pięćdziesięciu małych dziewczynek z obywatelstwem gdańskim. Niemieccy chłopcy i dzieci innych narodowości byli niepożądani. Po wielu staraniach na listach kindertransportu ostatecznie znalazły się nazwiska dzieci żydowskich, dziewczynek i chłopców, obywateli Gdańska, Niemiec i Polski. W sumie z Wolnego Miasta Gdańska wyjechało sto trzynaścioro nieletnich Żydów w czterech transportach.

Źródło: Gazeta Wyborcza
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6869
Skąd: Oliva
Wysłany: 2008-10-13, 10:52   

Opowieść o Elsbet wstrząsająca...
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
Janusz 

Dołączył: 09 Paź 2008
Posty: 296
Skąd: Gdańsk z umlautem ;)
Wysłany: 2008-10-13, 21:46   

Cytat:
Wujek otworzył, zawahał się jakby chciał mnie wpuścić do środka, ale tylko wrzasnął: "Nie przychodź tu więcej, ty Żydzie!", i kopnął mnie. Spadłem ze schodków.

Mój post nic nie wniesie do tematu ale wam powiem, że aż mnie serce zabolało jak to przeczytałem :/
Takie straszne post scriptum do "Gorliwych katów Hitlera" D.Goldhagena, których dziś skończyłem czytać.
 
 
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-23, 08:59   

Myślę, że ten temat się jeszcze rozwinie. W maju planowany jest w Gdańsku zjazd uczestników Kindertransportów. Jeden z nich, Frank Meisler, jest obecnie rzeźbiarzem w Izraelu. Udało mu się doprowadzić do powstania pomnika Kindertransportów w Londynie przy dworcu Liverpool Street Station. Drugi pomnik będzie odsłonięty za kilka dni w Berlinie przy Bahnhof Friedrichstraße, trzeci - w czasie majowego zjazdu obok dworca Gdańsk Główny.
Pomnik w Londynie pokazuje dzieci smutne, ale patrzące z nadzieją. W Berlinie, jak zapowiada Meisler, ma być ukazane rozdroże - jeden tor to droga do wolności, na końcu drugiego jest zagłada. Z kolei pomnik w Gdańsku ma wyrażać przede wszystkim traumę rozstania z rodzinami.
Kilka zdjęć londyńskiego pomnika.

LiverpoolStreet1.JPG
Plik ściągnięto 17990 raz(y) 31,5 KB

LiverpoolStreet2.JPG
Plik ściągnięto 17990 raz(y) 49,9 KB

LiverpoolStreet3.JPG
Plik ściągnięto 17990 raz(y) 39,59 KB

 
 
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-23, 09:38   

"Gdańskie getto na Mausegasse" było w sensie formalnym kontynuacją przytułku Fundacji Aschenheimów, założonego w 1894 r. przez Sarah Aschenheim i jej męża Michela Götza. Do 1939 r. mieścił się on między Krebsmarkt a Logengang, czyli - jak rozumiem - tam, gdzie obecnie stoi gmach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej przy Targu Rakowym 5/6. Początkowo, zgodnie ze statutem, do przytułku przyjmowano osoby po 70. roku życia. Gdy w latach trzydziestych sytuacja Żydów w Wolnym Mieście przestała być normalna, rozbudowano przytułek, przenosząc do niego m. in. biura zarządu gminy i innych organizacji żydowskich. W lipcu 1939 r. Fundacja została powiadomiona, że musi opuścić ten teren w związku z budową hotelu (czyli chyba obecnego budynku biblioteki). W związku z tym w sierpniu 1939 r. przeniesiono przytułek do zakupionej przez gminę kamienicy na Stągiewnej (Milchkannengasse 26). Zamieszkało w niej 130 osób; przytułkiem kierował Artur Neustadt, były właściciel hurtowni meblowej. Po niecałym roku naziści znów zmusili mieszkańców przytułku do przenosin. Tym razem zakupiono stary spichrz "Rote Maus" (Czerwona Mysz) przy Mausegasse 7. Był on już wcześniej zamieszkały, ale mimo to bardzo niekomfortowy. W piwnicy umieszczono kuchnię, jadalnię i salę modlitewną, na parterze biuro zarządu gminy i pokoje dla małżeństw. Na trzech wyższych kondygnacjach urządzono pokoje z małymi okienkami. W latach 1942 i 43 Niemcy wywozili stąd grupy Żydów do Getta w Warszawie i do Theresienstadt. Na miejscu pozostali tylko ci, którzy w świetle hitlerowskich ustaw byli mieszańcami (jak Elsbet Ruhme). Ostatnim przewodniczącym gminy gdańskiej był prawnik Arnold Fürstenberg i on po bombardowaniu w 1945 r. wyprowadził tych, którzy ocaleli, do Wrzeszcza. Tam - o czym bardzo rzadko się wspomina - gdańska gmina wyznaniowa istniała do 1951 r.

Owsiana Czerwona Mysz 600px.jpg
Spichlerz "Rote Maus"
Plik ściągnięto 17978 raz(y) 73,77 KB

 
 
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-01, 08:40   

Pomnik transportów życia
Mieczysław Abramowicz napisał/a:

U zbiegu Georgenstrasse i Friedrichstrasse w Berlinie odsłonięto wczoraj pomnik Kindertransportów poświęcony pamięci dzieci żydowskich wywożonych tuż przed wybuchem wojny do Londynu. W przyszłym roku podobny pomnik stanie w Gdańsku
Odsłonięty właśnie pomnik w Berlinie jest drugim już w Europie miejscem pamięci o Kindertransportach; pierwszy stanął kilka lat temu w Londynie. Autorem obu jest znakomity rzeźbiarz izraelski, Frank Meisler, jako dziecko uczestnik Kindertransportu, który wyjechał z Gdańska 25 sierpnia 1939 r.

Obok zwalistej hali dworca stanęły naturalnej wielkości figury dzieci z walizkami, tobołkami, futerałami na skrzypce, które tu w 1938 i 1939 r. przesiadały się do pociągów wiozących ich dalej, do życia. Berlińczycy licznie zatrzymywali się przy figurach, fotografowali je i dopytywali o znaczenie pomnika. Dowiadywali się wówczas, że jest on poświęcony pamięci blisko jedenastu tysięcy żydowskich dzieci, które uratowano przed Zagładą. Po pogromach Nocy Kryształowej z początku listopada 1938 r., aż do wybuchu wojny organizowano w wielkich miastach niemieckich transporty dzieci, które przez Berlin jechały do Hoek van Holland, by tam przesiąść się na promy wiozące je do Anglii. Z portu w Harwich wyruszały pociągami do Londynu, gdzie na stacji Liverpool Street kończył się pierwszy etap ich tułaczki.

Na berlińską uroczystość przyjechała grupa blisko pięćdziesięciu "Kinder" z Niemiec, Izraela, Anglii i Stanów Zjednoczonych. Byli wśród nich dawni mieszkańcy Berlina, Wiednia, Monachium. Jednak wśród sporego tłumu zgromadzonego wokół pomnika wyróżniała się liczna grupa umundurowanych policjantów berlińskich. To bowiem z ich inicjatywy powstał pomnik. Kristina Wagner, sympatyczna policjantka mówiąca tak samo dobrze po niemiecku, jak i po... rosyjsku, tłumaczy: - Ponad rok temu grupa policjantów berlińskich obejrzała film poświęcony Kindertransportom. Ta historia bardzo nas poruszyła. Później spotykaliśmy się z dawnymi "Kinder" mieszkającymi w Berlinie, w Londynie obejrzeliśmy pomnik na Liverpool Street Station. Wspólnie z "Kinder" postanowiliśmy postawić podobny przy Friedrichstrasse.

Frank Meisler, pytany o to, czym dla niego osobiście jest berliński pomnik, mówi: - To zamknięcie pewnego kręgu czasu. 26 sierpnia 1939 r., o czwartej nad ranem, po całej nocy spędzonej w pociągu, stałem tu, na peronie z grupą równie zmęczonych i przerażonych dzieci. Przesiadaliśmy się do drugiego pociągu, który zawiózł nas do Holandii. Z dorosłych towarzyszył nam tylko dr Itzig z gdańskiej gminy synagogalnej i jakiś gestapowiec, który przed granicą wysiadł. Myślałem o rodzicach, czy jeszcze ich zobaczę. Nie zobaczyłem ich już nigdy. Bałem się. Teraz już się nie boję. Krąg się zamknął. Jestem tu z moją żoną, córkami i wnukami. Znowu mam rodzinę.

Uczestnikom berlińskiego spotkania przesłał list prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. "Gdańsk jest miastem, z którego w roku 1939 wyruszyły do Londynu Kindertransporty żydowskich dzieci. Ich historia jest naszą historią, naszym dziedzictwem, od tej historii nie możemy i nie chcemy się odwracać. Wielu ludzi dobrej woli w Gdańsku usilnie pracuje nad tym, by historię Kindertransportów przywrócić zbiorowej pamięci". To przywracanie pamięci już zaowocowało serią artykułów w polskiej prasie (m.in. "Gazeta Świąteczna" 11-12 października 2008, "Przegląd Polityczny" 89/2008), wystawą unikatowych fotografii w gdańskim Muzeum Narodowym, wywiadów nagrywanych przez niżej podpisanego z dawnymi uczestnikami Kindertransportów gdańskich i przede wszystkim marcowym spotkaniem prezydenta Adamowicza z "Kinder" w Londynie (patrz: "Gazeta" 14 marca 2008). Na wzruszającym, pełnym nieskrywanych emocji spotkaniu w ambasadzie polskiej prezydent Gdańska zaprosił ich do przyjazdu do rodzinnego miasta w przyszłym roku. Wtedy to, w siedemdziesiątą rocznicę pierwszego Kindertransportu z Gdańska do Londynu, odsłonięty zostanie obok dworca głównego trzeci pomnik Franka Meislera, odbędą się spotkania "Kinder" z gdańszczanami (głównie młodzieżą), otwarta zostanie wystawa im poświęcona, wydana książka opisująca losy gdańskich dzieci żydowskich na drogach wojennego exodusu. Gdański pomnik będzie symbolicznym znakiem wszystkich pierwszych stacji, z których ruszały w nieznane dzieci żydowskie: Hamburga, Kolonii, Pragi, Wiednia, Królewca, Monachium, Wrocławia.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto


z6008461X.jpg
Plik ściągnięto 17717 raz(y) 99,52 KB

 
 
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-01, 09:59   

I jeszcze dla tych, którzy znają niemiecki:
Ein Denkmal für Überlebende und Deportierte
Abschied für immer: Neues Denkmal zur Erinnerung an Kindertransporte
Abfahrt ins Leben
 
 
Pepo 


Pomógł: 10 razy
Wiek: 35
Dołączył: 05 Lip 2008
Posty: 546
Skąd: Dolny Wrzeszcz
Wysłany: 2008-12-11, 20:25   

Akurat przebywam w Berlinie (żniwa w archiwum) i codziennie mijam pomnik. Prawie zawsze stoi przy nim grupka ludzi, zawsze jest na nim kwiat. Niestety, nie mam aparatu, ale może uda mi się zrobić zdjęcie telefonem i jak wrócę, wrzucić (jeśli ktoś mnie nie ubiegnie).
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6869
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-03-31, 16:30   

Pomnik Kindertransportów stanie za miesiąc w Gdańsku


Cytat:
Pięcioro dzieci i ich ból po rozstaniu z rodzicami przedstawiać będzie pomnik, który 6 maja zostanie odsłonięty przed dworcem PKP w Gdańsku. Upamiętni on Kindertransporty, którymi wywieziono żydowskie dzieci z hitlerowskiego Gdańska.

Pomnik symbolizuje ucieczkę żydowskich dzieci z Gdańska, Polski, Czechosłowacji i Austrii w przededniu II wojny światowej. Kierowano je do Wielkiej Brytanii, która zgodziła się przyjąć małych uchodźców. Z samego Gdańska wyjechało wtedy czterema pociągami ok. 100 osób. Frank Meisler, urodzony w Gdańsku izraelski rzeźbiarz i zarazem autor pomnika, był jednym z nich.

- Akcji mogła się odbyć jedynie dzięki finansowej pomocy międzynarodowych organizacji. Dawały one pieniądze biedniejszym rodzinom, których nie było stać na samodzielne zorganizowanie wyjazdu - wyjaśnia Marcin Stąporek z wydziału kultury UM w Gdańsku. - Dzieci trafiły do Wielkiej Brytanii, gdyż tylko ona w 1939 roku była skłonna je przyjąć.

(...)
Rzeźba, która stanie w Gdańsku powstaje właśnie w Izraelu. Jej uroczyste odsłonięcie nastąpi najprawdopodobniej 6 maja, w trakcie odbywającego się zjazdu uczestników Kindertransprtów.

Wykonany z brązu pomnik będzie kosztował ok. 860 tys. zł, które wyłoży Gdańsk. (...)
Jedynym zgrzytem może okazać się miejsce, w jakim stanie pomnik. Po sąsiedzku stoi bowiem restauracja KFC, która nie jest szczególnie dobrym tłem dla historii o tragicznej tułaczce. Jednak autor wskazał ją sam. - To dobry, bo najbardziej centralny punkt miasta - przekonuje Frank Meisler.


Nie rozumiem, dlaczego KFC kłóci się z pomnikiem.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6869
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-05-04, 21:29   

70. rocznica Kindertransportów

Gdańsk, 6-7 maja 2009

PROGRAM


6 maja



12.00
Odsłonięcie pomnika poświęconego gdańskim Kindertransportom

ul. Podwale Grodzkie przed Dworcem Głównym PKP



16.00
Odkrycie macew na grobach osiemnastowiecznych rabinów gdańskich Elchanana Aschkenasiego i Meira Posnera

Cmentarz żydowski na Chełmie, ul. Cmentarna



18.30*
Spotkanie z członkami społeczności żydowskiej Gdańska

Uroczystość pośmiertnego odznaczenia Felicji i Bronisława Markunów medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”

Koncert pieśni synagogalnych i chasydzkich w wykonaniu kantora Symchy Kellera z Łodzi

Nowa Synagoga we Wrzeszczu, ul. Partyzantów 7

* wstęp tylko za okazaniem zaproszenia




7 maja



10.00
Otwarte spotkanie z uczestnikami gdańskich Kindertransportów

Przed spotkaniem wprowadzenie wygłoszą:

Dr Jarosław Drozd, Emigracja Żydów przez Gdynię w latach 1938 i 1939;

Dr hab. Grzegorz Berendt, Sytuacja Żydów w Wolnym Mieście Gdańsku po dojściu do władzy nazistów;

Mieczysław Abramowicz, Historia Kindertransportów – Exodus dziecięcy.

Spotkaniu towarzyszy wystawa poświęcona Kindertransportom:

„Kindertransport 1939 * Danzig * London * Gdańsk * 2009”

Aula Biblioteki Głównej Uniwersytetu Gdańskiego, ul. Wita Stwosza 53



18.00
Wernisaż wystawy prac fotograficznych Erwina Schenkelbacha pt. „Nasi najlepsi przyjaciele Kantury – Strachy na Wróble”

19.00
Koncert Mikołaja Trzaski i Przyjaciół

Nadbałtyckie Centrum Kultury, Ratusz Staromiejski, ul. Korzenna 33/35
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 90
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6869
Skąd: Oliva
Wysłany: 2009-05-05, 16:33   

Reasumując:

Gdański pomnik poświęcony Kindertransportom powstał w Izraelu. Jego twórcą jest Frank Meisler, który urodził się w Gdańsku i był uczestnikiem jednego z dziecięcych transportów. Wykonana z brązu rzeźba przedstawia pięcioro dzieci w różnym wieku stojących na peronie tuż przed odjazdem pociągu.

Pierwszy pomnik upamiętniający akcję Kindertransportów powstał w 2006 roku w Londynie. Wzniesiono go z inicjatywy organizacji Jewish Care pod patronatem księcia Karola. Pomnik stanął obok stacji kolejowej Liverpool Street Station, która stanowiła punkt docelowy Kindertransportów. Przedstawia grupę żydowskich dzieci z podręcznym bagażem oraz szynę kolejową symbolizującą podróż w nieznane.

Drugi pomnik z tego cyklu odsłonięto jesienią 2008 roku w Berlinie przy dworcu Friedrichstrasse. Jego symbolika jest nieco inna, na co musiała wpłynąć bliskość bunkra Hitlera i innych obiektów związanych z nazistowską przeszłością. Berliński pomnik nosi tytuł Züge in das Leben - Züge in den Tod (Pociągi do życia - pociągi do śmierci) i pokazuje dwie grupy dzieci na torach: mniejsza grupa została ocalona dzięki Kindertransportom, większa pojechała do hitlerowskich obozów zagłady.

Gdański pomnik stanowi zamknięcie całego cyklu. O ile Londyn był stacją końcową całej akcji Kindertransportów, Gdańsk - miasto, z którego wyjechał Frank Meisler - symbolizować będzie wszystkie miejscowości, z których wyruszyły transporty. Zgodnie z zamysłem autora, dzieci przedstawione na gdańskim pomniku to te same postaci, które wysiadają z pociągu na Liverpool Street Station w Londynie. W Gdańsku tematem jest przede wszystkim odjazd, pożegnanie z miejscem urodzenia i rozstanie - najczęściej już na zawsze - z rodzinami.

Dodatkowo gdański pomnik symbolizować ma całkowitą zagładę społeczności żydowskiej Gdańska, społeczności, która stanowiła istotną część żywej tkanki tego miasta i integralny element gdańskiej historii, ekonomii i kultury. Nazistowskie prześladowania i pogromy, wygnania, deportacje i masowe morderstwa w tragiczny sposób zamknęły bogatą historię Żydów w Gdańsku.

Krótka historia Kindertransportów:

Wkrótce po zdobyciu w roku 1933 władzy w Rzeszy przez Adolfa Hitlera rozpoczęła się w Niemczech zmasowana akcja represji wobec Żydów. Zaczęła się wówczas również wielka emigracja Żydów z terenów Niemiec, a później również terenów zajmowanych przez Niemcy.

Z inicjatywy żydowskiego komitetu pomocy uchodźcom w Anglii brytyjski Parlament zgodził się na przyjęcie nieokreślonej liczby żydowskich dzieci. Pierwszy Kindertransport do Anglii wyruszył już w miesiąc po "Nocy Kryształowej", ostatni - 1 września 1939 roku, kilka dni przed przystąpieniem Anglii do wojny z Niemcami.

W ciągu niecałego roku w Kindertransportach przewieziono do Londynu ponad 10 000 żydowskich dzieci. Transporty wyruszały z kilku największych miast niemieckich (lub zajętych przez Niemcy), m.in. z Berlina, Monachium, Hamburga, Kolonii, Frankfurtu nad Menem, Wiednia, Pragi, Wrocławia, Królewca i Gdańska.

Transporty dzieci żydowskich organizowane były przez lokalne społeczności żydowskie, organizacje charytatywne i syjonistyczne. Koszt transportów pokrywały lokalne gminy żydowskie i brytyjski rząd.

Z Gdańska do Londynu, w czterech transportach, wyjechało w sumie około stu dwudziestu dzieci. Po przybyciu do Anglii (na dworzec kolejowy Liverpool Street Station) dzieci umieszczane były w sierocińcach lub rodzinach zastępczych. Kilkanaście osób, które uczestniczyły w dziecięcych transportach z Gdańska do Londynu, mieszka ciągle w Anglii. Gdańszczanie z Kindertransportów osiedlili się też w USA, Australii, Kanadzie i Izraelu.

W uroczystościach upamiętniających 70. rocznicę tamtych wydarzeń weźmie udział sześcioro uczestników gdańskich Kindertransportów. W dzień po odsłonięciu gdańskiego pomnika będą oni honorowymi gośćmi otwartego spotkania z mieszkańcami Gdańska, które odbędzie się w Auli Biblioteki Głównej Uniwersytetu Gdańskiego przy ul. Wita Stwosza 53.

Również z okazji 70. rocznicy Kindertransportów 7 maja 2009 o godz. 18.00 w Sali Mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego odbędzie się wernisaż wystawy prac fotograficznych autorstwa Erwina Schenkelbacha pt. "Nasi najlepsi przyjaciele Kantury - Strachy na Wróble". Natomiast o 19.00 Mikołaj Trzaska wraz z przyjaciółmi - czołowymi muzykami światowej sceny improwizacji, zagra koncert poświęcony uczestnikom Kindertransportów. Sekstet wystąpi w składzie: Kris Wanders, Mikołaj Trzaska, Raphael Rogiński, Clayton Thomas, Peter Jacquemyn i Mark Sanders.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
feyg 


Pomógł: 50 razy
Wiek: 49
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 4789
Skąd: Gdynia Mały Kack
Wysłany: 2009-05-06, 22:46   

Mały reportaż z dzisiejszej uroczystości:

Wystawa.jpg
Plik ściągnięto 17141 raz(y) 102,24 KB

Frank Meisler.jpg
... i Pumeks
Plik ściągnięto 17141 raz(y) 62,23 KB

Bohaterowie.jpg
Plik ściągnięto 17141 raz(y) 70,57 KB

Pomnik.jpg
Plik ściągnięto 17141 raz(y) 108,41 KB

_________________
Kto głośny jak dzwon, ten pusty jak on...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Partnerzy WFG

ibedeker.pl